,,Czy jest możliwe, żeby znał mnie ktoś jeszcze poza Tobą?” spytałam Jake’a, gdy on obserwował jak uderzam w worek treningowy, który stał w rogu sali treningowej.
,,Twojego ojca znają wszyscy. Jednak nie sądzę, żeby byli w stanie Cię rozpoznać. Szczególnie po tak długim czasie, jego nieobecności. A dlaczego pytasz?”
,,Tak po prostu” odparłam, stwierdzając, że to co wydarzyło się na śniadaniu pozostawię dla siebie.
,,Te młodziak!” usłyszałam wołanie i zobaczyłam zmierzającego w moją stronę Rodger’a, z wściekłą miną.
Jake w przeciągu sekundy stanął przede mną, piorunując mężczyznę wzrokiem. Twarz Rodger’a jakby złagodniała i zatrzymał się w pewnej odległości.
,,Jakiś problem?” spytał Jake spokojnym głosem.
Byłam święcie przekonana, że gdyby Rodger chwycił Jake’a to zrobiłby mu krzywdę. Jednak ku mojemu zdziwieniu mężczyzna zasalutował, spoglądając prosto w oczy mojego opiekuna.
,,Mamy pewne sprawy do wyjaśnienia poruczniku”
,,Jeśli są bardzo ważne możesz je załatwić ze mną. Jeśli nie, nie życzę sobie, żebyś zawracał dupę mojemu podopiecznemu” warknął Jake, a ja poczułam jak na całym moim ciele pojawia się gęsia skórka.
Obserwowałam jak wszystkie mięśnie, na jego odkrytym ciele napinają się. Jake zacisnął dłonie w pięści. Rodger jakby odrobinę się spłoszył, jednak nie opuścił wzroku.
,,Proszę odmaszerować plutonowy Jackson” rozkazał Jake.
Obserwowałam jak postawny mężczyzna odwrócił się na pięcie i widocznie wściekły wyszedł z budynku.
,,Jesteś tutaj jeden dzień” powiedział do mnie ,,Jeden dzień a już ktoś chce Ci wpieprzyć. Pilnowanie Cię będzie cięższe niż się spodziewałem” westchnął, drapiąc się po karku.
,,Jesteś porucznikiem, on plutonowym, a ja?” spytałam z ciekawości.
,,Ty jesteś zwykłym szeregowym” odparł uśmiechając się z ulgą, zapewne spowodowaną tym, że obecność tego dzikusa niespecjalnie mnie przestraszyła.
,,Może kiedyś zajmę twoje miejsce” wyszeptałam, a on wybuchnął głośnym śmiechem.
W trakcie gdy on próbował się uspokoić do budynku weszła duża grupa nowicjuszy takich jak ja. Jake od razu przybrał kamienny wyraz twarzy i zasalutował, a ja szybko poszłam w jego ślady.
,,Kapitanie Uley” powiedział.
,,Jake jak Cię zaraz trzasnę. Jeszcze raz mi zasalutujesz, to popamiętasz” zaśmiał się mężczyzna i poklepał mojego opiekuna po plecach.
,,A Ty to zapewne ta nowa niedorajda” przywitał się ze mną, wyciągając w moją stronę dłoń.
Uścisnęłam ją niepewnie, przypominając sobie że mężczyzna stojący przede mną, to najlepszy przyjaciel mojego ojca.
,,Do worków” wrzasnął, a ja aż podskoczyłam.
Gdy wszyscy zniknęli z zasięgu wzroku, kapitan uśmiechnął się do mnie.
,,Cały tata” westchnął i odszedł, pozostawiając mnie w pełnym szoku.
Jake zaśmiał się tylko po czym zapędził mnie z powrotem do ćwiczeń. Uderzając tak w worek poczułam dziwny przypływ złości. Zaczęłam to robić coraz szybciej i coraz mocniej, aż w pewnym momencie poczułam jak Jake jednym, zdecydowanym ruchem, zaciska dłonie na moich nadgarstkach. W tym momencie otrzeźwiałam i zobaczyłam ślady krwi na worku.
,,Oj głupia głupia” westchnął.
W tym momencie, gdy adrenalina odrobinę opadła, poczułam uderzenie bólu, tak mocnego, że musiałam kucnąć. Po moich knykciach latała się krew, powoli spływając na nadgarstek i przedramię.
,,Podnieś rękę do góry i trzymaj. Zaraz wrócę z apteczką” rozkazał Jake i wybiegł z budynku.
Widok krwi nie robił na mnie wrażenia, ja wiecznie miałam coś podrapane. Ale ból jaki temu towarzyszył był okropny.
,,Siadaj” powiedział Jake, otwierając apteczkę.
Przymknęłam oczy opierając głowę o ścianę za mną, czując jak Jake wbija mi igłę do obu dłoni, po czym zawija je bandażami.
,,Co mi dałeś?” spytałam niepewnie, czując jak ból mija w kilka milisekund.
,,Specjalne środki. Leczą rany sto razy szybciej, dają momentalną ulgę od bólu” tłumaczył sprzątając.
,,To co wracamy do ćwiczeń?” spytałam.
,,Nie. Twoje ręce będą sprawne dopiero jutro. Teraz jeśli chcesz możemy poobserwować jak nowi radzą sobie na ringu. Jak tylko uda mi się Ciebie trochę lepiej podszkolić, to będziesz musiała do nich dołączyć” powiedział, popychając mnie delikatnie do przodu.
Stanęłam obok niego, przyglądając się pracy nóg dwóch mężczyzn, którzy prezentowali walkę.
,,Jake” ucieszył się kapitan ,,Może wejdziesz tam i pokażesz co to jest prawdziwa walka”
Mężczyzna uśmiechnął się, chwycił dwie taśmy, którymi owinął sobie dłonie i wskoczył na ring.
,,To ma być czysta gra chłopcy. Żadnych uderzeń poniżej pasa” ostrzegł kapitan.
Obserwowałam każdy krok Jake’a, każde uderzenie. Jego precyzja była tak niesamowita. Starałam się nie otwierać ust ze zdziwienia, ale po chwili zauważyłam, że wszyscy to robią. Już po kilku chwilach przeciwnik porucznika upadł na deski, a Jake wycofał się. Spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się, dysząc ciężko.
,,Może nasz najnowszy najsłabszy nabytek chce wejść?” usłyszałam głos Rodgera ,,Najlepiej z najsłabszym z rekrutów”
Spojrzałam na niego wściekłym wzorkiem, po czym skierowałam oczy na Jake’a. Wyraz jego twarzy już nie był taki przyjemny.
,,Może George. Widziałem jak uderzał w worek, nie zrobi nowemu krzywdy” dodał po chwili, mężczyzna uśmiechając się złośliwie.
Mimo, że wściekły Jake próbował mnie powstrzymać weszłam na ring. Pozwoliłam, żeby jakiś chłopak owinął mi dłonie specjalnymi taśmami i stanęłam oko w oko, z dość dobrze zbudowanym chłopakiem. Właśnie w tamtym momencie zdałam sobie sprawę jaką głupotę robię. Rzuciłam ukradkowe spojrzenia na mojego opiekuna, który stał wściekły niedaleko, aby w każdej sekundzie mieć możliwość przerwania walki.
,,Start!” usłyszałam głos i zanim zdążyłam zrobić cokolwiek, poczułam jak pięść mojego przeciwnika zderza się z moim policzkiem.
Zatoczyłam się kilka kroków do przodu i jakby oprzytomniałam. Podniosłam gardę, przyglądając się przeciwnikowi, próbując sobie przypomnieć cokolwiek z tego co mówił mi tata, kiedy uczył mnie samoobrony. Mówił żebym obserwowała nogi przeciwnika, którą nogę wystawia do przodu, czy robi krok zanim padnie cios. Zanim jego pięść znów zderzyła się z moją twarzą, zdążyłam zrobić unik i uderzyć go w żebra, czego następstwem był potworny ból dłoni. Jake już chciał coś powiedzieć, ale usłyszałam jak kapitan mu przerywa. Mój przeciwnik się zachwiał, odrzucając dłonie do tyłu, a ja ostatkiem sił, próbując nie myśleć o tym jak bolą mnie ręce, podniosłam nogę i kopnęłam go prosto w brzuch. A przynajmniej taki miałam zamiar, bo George złapał moją nogę i już po chwili, dość boleśnie zderzyłam się z deskami. Jęknęłam z bólu, próbując przetoczyć się na bok i dzięki temu uniknęłam kolejnego ciosu. George zgiął się nade mną aby zakończyć tą walkę, ale ja podniosłam obie nogi i kopnęłam go z całej siły w klatkę piersiową. Chłopak poleciał kawałek do tyłu i upadł z trzaskiem na ring. Zaczęłam głośno oddychać, czując ból w klatce piersiowej i szczęce po uderzeniu.
,,Koniec!” wrzasnął kapitan.
Kilka osób wbiegło na ring. Część z nich podbiegło do mojego przeciwnika, a Jake i jeszcze dwóch chłopaków znalazło się obok mnie. Od razu poznałam Tom’a i Steven’a.
,,,Żyjesz?” spytał ten ostatni, w trakcie gdy Jake sprawdzał moją szczęka, która dzięki bogu była w całości.
,,Chyba tak” przyznałam, a oni się zaśmiali.
,,Sądziłem, że George skopie Ci tyłek, a on też leży” zaśmiał się Tom.
Po chwili jednak przestali żartować, gdy zobaczyli zakrwawione bandaże na moich dłoniach. Szybko zaczęli je ściągać i zawijać nowymi, w trakcie gdy Jake pomógł mi usiąść. Obserwowałam jak trzech chłopaków, pomaga wstać George’owi.
,,Wstawaj” poprosił Jake, chwytając mnie pod rękę.
Podeszła do George’a uśmiechając się i chciałam uścisnąć jego dłoń, ale myśląc o tym jak mnie bolą przybiłam mu łokieć, co wywołało śmiech na Sali.
,,Jake weź młodego do lekarza, niech lepiej obejrzą te dłonie, czy coś nie jest uszkodzone” zwrócił się do porucznika kapitan.
Jake spojrzał na mnie i machnął głową w stronę wyjścia z budynku. Ruszyłam posłusznie za nim czując pulsujący ból obu dłoni i klatki piersiowej. W całkowitej ciszy dotarliśmy do szpitala. Jake kazał mi usiąść na krześle i zaczekać, a sam wyszedł z gabinetu w poszukiwaniu lekarza. Gdy w dwójkę weszli do środka, mój opiekun zamknął drzwi na klucz.
,,Lekarz musi obejrzeć twoją klatkę piersiową. Czy żadne żebro nie jest naruszone” powiedział.
,,Poproszę pana poruczniku o wyjście i odrobinę prywatności” zwrócił się do niego lekarz, a ja w duchu mu za to bardzo dziękowałam.
Po szybkim badaniu, lekarz podał mi zastrzyk i założył nowy opatrunek na moje dłonie.
,,Musisz uważać. Te rany zasklepią się do jutra, ale nie jest powiedziane, że przy mocnym uderzenie znów się nie otworzą” upomniał mnie lekarz.
,,Będę uważała” obiecałam, czując jak ból w klatce piersiowej i dłoniach powoli ginie.
Jake chwycił mnie pod ramie pomagając mi wstać z kozetki, pożegnał się z lekarzem i ruszyliśmy z powrotem do jego kwatery.
,,Co Cię nawiedziło, żeby wchodzić na ten ring?” spytał, ale widziałam jak wiele go kosztowało żeby zachować spokój.
,,Wyzwał mnie. Miałam pokazać, że jestem słaba?” odparłam, siadając, przy czym skrzywiłam się delikatnie.
,,Mógł Ci zrobić poważną krzywdę głupia” powiedział, opadając obok mnie.
,,Ale żyje. Trafiłam go kilka razy” uśmiechnęłam się dumnie.
,,Oj głupia. Całe szczęście, że nic Ci nie jest. Teraz się przebierz, bo masz bluzkę cała od krwi i idziemy na obiad” westchnął i podszedł do półki, żeby rzucić mi czystą koszulkę.
Gdy zaczęłam się przebierać, on odwrócił się do ściany, co wywołało mój cichy chichot. Byłam przyzwyczajona do braku prywatności. W domu, w którym jest piątka ludzi i dwa pomieszczenia nie ma czegoś takiego. Prywatność to luksus dla bogaczy. Gdy już byłam gotowa, ruszyliśmy powoli do budynku, przed którym już zebrał się niemały tłum.
,,Co się dzieje?” spytał Jake, jakiegoś żołnierza.
,,Sam nie wiem Jake. Za dużo nowych i torują” odparł mężczyzna, odgarniając włosy z irytacją ,,A to nasz nowy zabytek” zainteresował się mną, oglądając mnie od stóp do głów.
,,Słyszałem, że już komuś wprałeś. No i oczywiście, że Rodger na Ciebie poluje” zaśmiał się.
,,Niech tylko spróbuje” warknął Jake, szokując tym żołnierza stojącego obok ,,Co się tam do chuja dzieje!?” wrzasnął, przedzierając się przez tłum.
Nie trwało to długo a Jake wrócił, wyrzucając przed budynek jakiegoś chłopaka.
,,Jak masz jakiś problem to porozmawiaj z kimś swoich rozmiarów, a nie pieprzonymi świeżakami!” wrzasnął, kopiąc żołnierza.
,,Nie będę pozwalał, żeby jakiś nowicjusz łypał na mnie z byka” odpowiedział, zasłaniając się jak mógł.
Kilku znajdujących się obok mnie mężczyzn, postury Jake’a, ruszyło powoli w jego stronę, gotowych zareagować.
,,Czyli można go zlać tak?” spytał Jake, a ja widziałam jak żyłka na jego czole zaczyna pulsować.
Mężczyzna już wystawił pięść aby uderzyć mężczyznę, ale w tym momencie dwóch innych złapało go i odciągnęło od leżącego. Odprowadzili go do innego budynku, a ja zostałam całkiem sama.
,,Dobry Mulan” usłyszałam szept w uchu i podskoczyłam.
Odwróciłam przerażona głowę i natrafiłam na wzrok Tom’a, a za nim stali Steven, John i Bred uśmiechali się do mnie.
,,Boże nie strasz” warknęłam.
,,Gdzie pułkownik?” zainteresował się John.
,,Przed chwilą go gdzieś odprowadzili bo się wkurzył na jakiego debila, który pobił nowicjusza. Dlatego jest taka kolejka na stołówkę” wyjaśniłam, robiąc krok za krokiem do przodu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz